Psychoonkologia - Przeczytaj i przekaż innym!
Psychoterapia w walce z rakiem
"Zwierciadło" - numer 6/2004 - autor: Renata Arendt-Dziurdzikowska
Wyobraź-sobie zdrowie
Nowotwór jest najczęściej wynikiem długotrwałego stresu. Któż z nas nie żyje w stresie? Co drugi mężczyzna i co trzecia
kobieta zachorują w przyszłości na raka, alarmują lekarze. To możesz być ty albo ja. Albo nasi najbliżsi. Psychoterapia
pomaga zapanować nad stresem choroby, uruchomić siły obronne organizmu, wspomaga leczenie.
Amerykański onkolog CarI Simonton od 30 lat rozwija i z powodzeniem stosuje program dla chorych. Dobra wiadomość:
tej metody uczą się już polscy lekarze i terapeuci. Ale Simonton twierdzi, że ćwiczenia programu mogą być pomocne dla
każdego z nas. A zaczęło się tak...
Carl Simonton (obecnie dyrektor Simonton Cancer Center w Malibu w Kalifornii), obserwując pacjentów chorych na
raka, zauważył, że niemal wszyscy z nich żyją w stanie głębokiej depresji, żalu, w poczuciu, że znajdują się w sytuacji bez
wyjścia, oczekują najgorszego, w nic nie wierzą. A przecież psychika ma decydujący wpływ na zdrowie i chorobę - to
wiedza stara jak świat, zapisana w starożytnych tekstach medycznych (już Hipokrates mówił, że raczej chciałby wiedzieć,
jakiego rodzaju człowiek choruje, niż jakiego rodzaju ma chorobę). Stan ducha zmienia stan ciała. Pozytywne i negatywne
oczekiwania wpływają na poziom we krwi kortyzolu i prolaktyny, hormonów wspomagających działanie systemu odporno-
ściowego. Jeśli poddajemy się rozpaczy, ciało otrzymuje przekaz "umrzeć". Jeśli radzimy sobie z bólem i szukamy
pomocy, wtedy przekaz brzmi: "Życie jest trudne, ale ciekawe" i system odpornościowy pomaga nam przeżyć.
Pierwsze pytanie, które zadał sobie Simonton, brzmiało: Jak wyrwać człowieka ze stanu beznadziejności? Odpowiedź
znalazł w świecie biznesu: ludzie zajmujący się robieniem interesów zawsze myślą o rezultacie, który chcą osiągnąć.
Tego samego spróbował z chorymi. Pacjenci wyobrażali sobie, że zdrowieją z każdą chwilą. Simonton wspomina pierwszy
sukces. 1971 rok. 61-letni mężczyzna z nowotworem krtani nie mógł przyjmować pokarmów, przełykać śliny. Ale chciał
wyzdrowieć. Lekarze dawali mu miesiąc życia. Simonton poprosił, aby pacjent jak najczęściej myślał o tym, co sprawia mu
radość (okazało się, że łowienie ryb). Trzy razy dziennie chory zamykał się w odosobnieniu, rozluźniał mięśnie, wyobrażał
sobie swoją krtań. Pamiętał, że komórki rakowe są słabe, nie mogą przeżyć radioterapii. Miliony białych, silnych krwinek
otaczają martwe komórki nowotworowe i niosą je do nerek i wątroby. Guz w krtani zmniejsza się. Po dwóch miesiącach
naświetlań i pracy wyobraźni objawy choroby cofnęły się.
Joanna Zapała, 29-letnia terapeutka z Poznania, u której trzy lata temu lekarze wykryli guza jajników, mówi, że z wyobra-
źnią pracowała , nie znając jeszcze metody Simontona (dzisiaj prowadzi zajęcia dla chorych tą metodą):
To się działo naturalnie... "Po chemioterapii szłam do łazienki, siadałam na sedesie i wysikiwałam chore komórki".
Po co mi zdrowie?
Mateusz Tylko, lekarz z wrocławskiego "Stowarzyszenia - Lekarze Nadziei", koordynator programu Simontona w Polsce,
sześć lat temu żegnał mamę, umierała na białaczkę. Kończył właśnie studia: "Zobaczyłem, że można żyć z nadzieją
i umierać z nadzieją. Przez pięć lat choroby mama podróżowała, jeździła na nartach. Zdecydowała się na przeszczep
szpiku kostnego, mimo, że lekarze dawali mniej niż 40 procent szans. Była pogodna, pełna entuzjazmu.
Przewartościowała swoje życie, cieszyła się każdym dniem. Te lata, gdy chorowała, przeżyła bardzo dobrze".
Śmierć nie jest klęską - mówi Mateusz. - "Każdy z nas umrze. Liczy się, jak żyjemy". Dlatego nie obiecuje pacjentom
wyzdrowienia. Terapia poprawia jakość życia w chorobie, pozwala je przedłużyć. Chorzy dążą do tego, aby móc
powiedzieć: "Spodziewam się najlepszego, ale jestem przygotowany na najgorsze". Jednym z elementów programu jest
medytacja własnej śmierci i dla większości chorych jest to bardzo spokojne, a nawet kojące doświadczenie.
Paradoksalnie: gdy stajemy twarzą w twarz z własną śmiertelnością, nasze życie nabiera wartości.
Jak pobudzić siły życiowe chorego? W metodzie Simontona, budowanej krok po kroku przez lata, najważniejsze jest
wydobycie z wewnętrznych zasobów pacjenta tego wszystkiego, co wzmacnia system odpornościowy.
Simonton prosi: Wyobraź sobie, że twój nowotwór jest posłańcem, który niesie wiadomość od kogoś, kto bardzo cię
kocha. Ten ktoś mówi: Zatrzymaj się, pomyśl o sobie, pomyśl o swoim życiu. Co jest nie tak? Po co ci choroba? Czego
możesz się nauczyć? Komu wybaczyć? Kogo pokochać? Czego przestać się bać? Następne pytania: Czy chcę
wyzdrowieć? Po co mi zdrowie?
Nie jest ważne, co doprowadziło do choroby. Jesteśmy tu i teraz.
Liczy się to, jak chory czuje się w tej chwili, jak radzi sobie ze stresem choroby, jak można mu pomóc.
Co nadaje sens mojemu życiu? Co przynosi mi radość i poczucie głębokiego spełnienia?
Rak, czyli zaburzone komórki
Szpital im. Rydygiera w Krakowie. Lekarka onkolog Maria Marczak-Ziętkiewicz i psycholog Iwona Nawara od kilku lat
prowadzą tu grupy wsparcia dla swoich pacjentów, warsztaty wyjazdowe, na które chorzy przyjeżdżają z osobami
wspierającymi. 40-letnia Hanka trzy lata temu w wyniku amputacji straciła obie piersi. Poszła na spotkanie amazonek i
tam poznała Iwonę. To był początek drogi - mówi i pokazuje zeszyty z notatkami.
- "Poznaję siebie, zapisuję myśli, to, co czuję".
Nigdy dotąd nie miała na to czasu. Przez 20 lat biegała wokół własnego biznesu, otwierała kolejne sklepy, czując
jednocześnie, jak tego nie znosi, jaka jest umęczona. Ale nie wyobrażała sobie, jak mogłoby być inaczej. Choroba ją
zatrzymała. Pomalutku - podkreśla to słowo - zaczyna zmieniać swoje życie. Zakończyła działalność gospodarczą.
Zatrudniła się na pół etatu w służbie zdrowia. Największe odkrycie: "To ja muszę się zmienić, nie świat wokół mnie. Moje
życie zależy ode mnie, i emocje, i samopoczucie".
To nie fakty wywołują nasze emocje, takie jak lęk, radość czy przygnębienie, ale nasze myśli i przekonania o tych faktach
- powtarza Simonton w swoich artykułach, książkach, na wykładach i zajęciach. "Przekonania są źródłem emocji, a one z
kolei zawiadują systemem odpornościowym. Zdrowe przekonania potęgują poczucie własnej siły, spokój umysłu".
I co istotne: "Możemy wpływać na przekonania i emocje, zmieniać je".
Ano właśnie. Weźmy choćby przekonania o raku. Zdrowe przekonania brzmią tak: Organizm ma naturalną zdolność do
samoleczenia, potrafi usuwać komórki nowotworowe. Rak nie atakuje z zewnątrz, to tylko osłabione, zdeformowane
i zaburzone komórki. Medycyna jest sprzymierzeńcem w walce z chorobą. Jednak niewielu chorych (i zdrowych) ma takie
przekonania. Chorzy mówią najczęściej "o potwornej, nieuleczalnej chorobie, na którą umiera się w bólu i cierpieniu".
Mówią: "Rak mnie zżera, wykańcza mnie chemia, jestem jak w otchłani", boją się "bomb kobaltowych". Człowiekowi robi
się słabo od słuchania, a co dopiero, gdy sobie to w kółko powtarza! - tłumaczy Maria Marczak-Ziętkiewicz.
Pacjenci komunikują całą swoją postawą: Nic ode mnie nie zależy.
Pytam: "Czy chce się pan leczyć? Nie ma obowiązku bycia leczonym. Ma pan wybór, to pan decyduje".
Proste słowo "chcę" zmienia wiele. Chorzy lepiej znoszą chemioterapię, lepiej się czują.
Simonton szukał naukowego potwierdzenia swoich odkryć. Przeprowadzone w 1981 roku przez profesora psychiatrii
Uniwersytetu Stanforda Davida Spiegela badania wykazały, że osoby, które poddały się psychoterapii (razem ze
standardowym leczeniem onkologicznym), żyły dwukrotnie dłużej niż chorzy leczeni wyłącznie za pomocą zabiegów
medycznych. Zanotowano także przypadki całkowitych wyleczeń.
Jak przestać dręczyć siebie
Dlaczego chorujemy na raka? Badania mówią tak: chorują ci z nas, którzy nieustannie siebie zadręczają, wybaczają
innym, nigdy sobie; przeżyli jakąś bolesną stratę, poświęcają się dla innych, swoje potrzeby stawiają na ostatnim miejscu
(za: Bernie Siegel, "Miłość, medycyna i cuda", Wyd. Limbus).
Maria Marczak-Ziętkiewicz i Iwona Nawara nie lubią takich badań. "Pacjenci czują się winni: gdybym się nie rozwiódł,
gdybym się nie przeprowadził, gdybym się lepiej odżywiał. Nie jest ważne, co doprowadziło do choroby. Jesteśmy tu i
teraz. Liczy się, jak chory czuje się w tej chwili, jak radzi sobie ze stresem choroby, jak można mu pomóc" - mówi Maria.
Ale pacjenci, którzy zgłębiają siebie, po pewnym czasie odkrywają, jak sposób ich życia mógł wpłynąć na chorobę.
72-letni Piotr (nowotwór jelita grubego z dwoma nawrotami) opowiada o tym, że przez kilka lat przed chorobą w jego życiu
osobistym nastąpiło wiele zdarzeń, które powodowały ból emocjonalny. No i wszystkim się przejmował, a najbardziej
polityką. Teraz, jeśli na coś nie ma wpływu, w ogóle o tym nie myśli, nie mówiąc już o jakichś emocjach. 60-letnia Anna
całe życie pomagała innym, jako pedagog opiekowała się dziećmi, ludźmi starymi. Ani chwili dla siebie, jakby jej nie było:
"Czasami jednego tygodnia miałam tyle zajęć, co inni w ciągu miesiąca albo roku!". Bieganie od rana do nocy przerwała
choroba. Pamięta pierwsze naświetlanie, dostała do podpisania cyrograf świadomości, tak nazywa informację o
skutkach ubocznych: "Cała strona drobnym maczkiem o tym, na jaki kataklizm skazuję swój organizm! Jak po wybuchu
atomowym". Pojechała do Bukowiny na warsztat prowadzony przez Marię i Iwonę. Wróciła do Krakowa i... rozluźniona
położyłam się pod aparatem do naświetlań. Nie było żadnych "skutków ubocznych!". Dwa razy w roku kontroluje stan
zdrowia. To jest walka o to, jak dobrze żyć od kontroli do kontroli. Czy leżę w depresji i z lękiem czekam na następne
badanie, czy mimo wszystko cieszę się życiem. Niedawno w Krakowie powstało "Stowarzyszenie Wspierania Onkologii -
"Unicorn". Anna i Piotr znaleźli tam swoje miejsce, chodzą na wykłady o zdrowej żywności, ćwiczą jogę, pływają na
basenie, wychodzą do teatru i muzeum, czyli spotykają się w gronie ludzi, którzy się rozumieją i wspierają. Trzymają się
życia.
Wyjątkowi pacjenci pragną nadziei
Lekarze mówią o trzech grupach pacjentów. 15 - 20% wszystkich pacjentów podświadomie, a nawet świadomie chce
umrzeć. Rak jest dla nich ucieczką od problemów. Gdy dowiadują się o diagnozie, nie okazują żadnych oznak stresu,
twierdzą, że dobrze się czują. 60 - 70% pacjentów myśli głównie o tym, aby zadowolić lekarza.
I trzecia grupa - 15 - 20% to pacjenci wyjątkowi, chcą żyć, walczą.
"To oni pokazują mi sens mojej pracy, dają mi siłę" - mówi Iwona Nawara. Takim wyjątkowym pacjentem jest z pewnością
czterdziestolatek Władysław. Walczy z chorobą wspierany przez żonę Wandę. Trafili do krakowskiego szpitala wyczerpani
kilkumiesięczną walką w innym szpitalu o podstawowe prawa pacjenta. "Nie mogliśmy się dowiedzieć niczego o przebiegu
choroby, o rokowaniach, od jednego z lekarzy usłyszeliśmy tylko: Pana nie da się wyleczyć, proszę, tu są środki
przeciwbólowe. Byliśmy zrozpaczeni". Kilka rozmów z Iwoną Nawara postawiło tych dwoje na nogi. Choroba przestała się
rozwijać. Opowiadając o sobie, trzymają się za ręce, uśmiechają się: "Czujemy się tu ważni, dostajemy odpowiedzi na
wszystkie pytania, dostajemy czas i uwagę, troskę, cierpliwość, nadzieję i wiarę".
Doktor Mateusz Tylko spotyka się z zarzutem, że metoda Simontona daje fałszywą nadzieję. Nadzieja to przekonanie, że
można coś osiągnąć, nawet jeśli prawdopodobieństwo jest znikome.
Mówimy: mogę wyzdrowieć, bo to prawda, a nie: na pewno wyzdrowieję. W chorobie nowotworowej nadzieja jest bardzo
pożądana, to potężna energia, nie należy jej tłumić - tłumaczy Mateusz.
- Lekarze gaszą nadzieję. Bo na co ona choremu, skoro i tak umarł? No, może żył kilka lat dłużej. Ale przecież kilka lat
dobrego życia to bardzo dużo. Na prowadzonych przez siebie zajęciach dla chorych widzi, że nadzieja wyzwala radość i
siłę. Jeden z pacjentów po raz pierwszy od wielu lat zatańczył, drugi wszedł na Śnieżkę, mimo że wcześniej nie mógł z bólu
siedzieć na krześle.
Joanna Zapała po chemioterapii kupiła sobie różową perukę. Przeczytała "Śmiertelnych nieśmiertelnych" Kena Wilbera
(o chorobie i śmierci jego żony), "Jak żyć z rakiem i go pokonać?" Carla Simontona i "Zwyciężyć chorobę" Mariusza
Wirgi. Wyjechała na odosobnienie medytacyjne. Otworzyła oczy i widzi, ile miłości dostaje od ludzi. Oddaje ją chorym, z
którymi pracuje. Mówi: "Nigdy nie byłam szczęśliwsza".
Ćwiczenia dla chorych i dla zdrowych:
Gdzie jest radość?
Jak najczęściej pytajmy siebie: Co nadaje sens i znaczenie naszemu życiu? Co przynosi nam radość i poczucie
głębokiego spełnienia? Właśnie tym czynnościom starajmy się poświęcać jak najwięcej czasu.
Czy to przekonanie mi służy?
Czy przekonanie, które w sobie odkryłam (np. "zawsze będę samotna", "nie ma dla mnie ratunku", "życie mnie wspiera",
"ludzie są z natury dobrzy") jest oparte na faktach? Czy pomaga mi chronić życie i zdrowie? Czy pozwala mi osiągać
bliższe i dalsze cele? Czy pozwala mi rozwiązywać niepożądane konflikty lub ich unikać? Czy pomaga mi czuć się tak,
jakbym chciała?
Jeśli odpowiemy "tak" na trzy z tych pytań, nasze przekonanie jest zdrowe. Przekonania, które nam nie służą, możemy
zmienić.
Moje życie za dwa lata
Wyobraź sobie swoje życie za dwa lata. Czego pragniesz? Co będziesz wówczas robić? Jak będziesz odpoczywać?
Z czego się cieszyć? Jak będziesz się bawić? Jakie ćwiczenia fizyczne sprawią ci radość i poprawią zdrowie?
A co z kontaktami z rodziną, przyjaciółmi, nauczycielami duchowymi? Co będziesz jadła? Co tworzyła? Zapisz te
pragnienia i plany, pytając intuicji, czy na pewno będą służyły twojemu zdrowiu i szczęściu.
Kiedy tylko przyjdzie ci ochota, koryguj je, zapisuj nowe pomysły.
|